Be Glossy: Beauty Around The World!

Be Glossy: Beauty Around The World!

Cześć kochani!
Dzisiaj wpis nietypowy, bo chciałabym Wam zaprezentować zawartość nowego pudełeczka Be Glossy. Na wstępie, żebym nie zapomniała, łapcie kod rabatowy: TKJ20ZAKOCHANA. Po jego wpisaniu macie - 20 zł na wszystkie pakiety beglossy! Okazja jest super, więc nic, tylko korzystać!


Ci, którzy śledzą mnie od kilku lat wiedzą, że raczej rzadko pojawiały się na moim blogu subskrypcje pudełek. Dlaczego? Przyznam, że sama nie wiem czemu nigdy nie zdecydowałam się na zakup tajemniczych Boxów. Jak tylko pojawiła się możliwość przetestowania pudełek, bardzo się ucieszyłam! Jest to mój pierwszy box i szczerze muszę przyznać, że wszystkie produkty przypadły mi do gustu i ogólnie jestem bardzo zadowolona z zawartości! Zapraszam na prezentację kwietniowego beglossy #Beauty Around The World!


Pierwszym produktem, który nie znalazł się na zdjęciu, bo od razu dziś rano poszedł do testów jest suchy szampon Aussie. Jak wiecie, mam włosy do pasa i niestety nie zawsze mam czas, żeby je doprowadzić do porządku. W sytuacjach awaryjnych suchy szampon to dla mnie wybawienie! Przetestowałam już chyba wszystkie dostępne na rynku i muszę przyznać, że jakieś pojęcie o tym produkcie mam! Dziś rano użyłam szamponu z Aussie i na razie nie będę wydawać opinii po jednym razie, ale powiem Wam w tajemnicy, że przypadł mi do gustu!

Cena: 18,99zł/150ml - produkt pełnowymiarowy


Następnie moją uwagę przykuł olej makadamia z firmy Bio Oleo. Nie wiem czy wiecie, ale od pewnego czasu jestem ich ambasadorką. Pewnie już wkrótce będziecie mogli przeczytać o nich więcej na moich Social Mediach. Olei bardzo często używam do twarzy, więc nie mogę się doczekać, aż zacznę go stosować.

Cena: 79,99zł/30ml - produkt pełnowymiarowy


Produkty z firmy Vianek były mi znane od lat. Uwielbiam ich sera do twarzy, więc bardzo mnie ucieszyło, kiedy w pudełeczku znalazłam serum do cery naczynkowej. Użyłam go dziś pierwszy raz pod makijaż i już bałam się, że pompka jest zepsuta. Na szczęście wszystko poszło ok! 

Cena: 31,99zł/15ml - produkt pełnowymiarowy


Pora na kolorówkę czyli coś, co kocham najbardziej! Może się to Wam wyda dziwne, ale nigdy nie miałam żadnej pomadki z Pierre Rene! Podkłady kocham, eyelinery lubię, ale z produktami do ust nigdy nie miałam do czynienia. Trafiła do mnie pomadka z numerem 7, co bardzo mnie cieszy! Kolor jest jak najbardziej mój i wbrew pozorom baaardzo długo utrzymuje się na ustach. Podejrzewam, że ona pierwsza doczeka się recenzji tutaj!
 
Cena: 18,99zł/2g - produkt pełnowymiarowy



I na koniec dwie wersje mini. Krem z Uriage i peeling (nowość) z L'oreal. Produkty Uriage nie są mi obce, a kremy pod oczy to coś, co używam hurtowo! Jestem przekonana, że kosmetyki się nie zmarnują!



Osobiście uważam i powtórzę się jeszcze raz, że to pudełko jest naprawdę mega skomponowane! Znajdziecie tu coś dla cery, włosów i kolorówkę. Jeżeli chcecie zamówić box'a, serdecznie zapraszam Was na stronę: https://www.beglossy.pl/beauty


A Tobie jak podoba się pudełko? <3
Promocja w Rossmanie- moje TOP 5.

Promocja w Rossmanie- moje TOP 5.

Hej kochane!
Witajcie w nowym tygodniu!
O promocji w Rossmannie chyba już każda z nas słyszała i przyznam, że ja słyszeć słyszałam dużo, ale do teraz nie wiem o co w niej chodzi, czemu niektórzy skorzystali wcześniej, a niektórzy później- nie wiem! Niemniej jednak chciałabym Wam przedstawić moje 5 typów, które zawsze kupuje bez względu na to, czy jest promocja czy nie :). Mam nadzieję, że moje typy przypadną Wam do gustu i podzielicie się w komentarzu swoimi perełkami! 


1. Tusz do rzęs L'oreal Vollume Million Lashes- uwierzcie mi, ze testowałam naprawdę sporo tuszy do rzęs. Tych droższych i tych tańszych. Tych z mniejszą/większą szczoteczką, ale żaden, naprawdę żaden z nich nie sprawdził się tak jak ten. Nie ukrywam, że jego regularna cena jest dość zaporowa, ale w promocji dorwiecie go za dobre pieniądze ;). Służy mi przez cały miesiąc codziennego użytkowania i umila każdy makijaż pięknym zapachem <3 
Cena regularna: 63,99 zł
Cena po obniżce -49% : 32,64 zł

2. Lovely K'lips- o tych pomadkach było tyle wszędzie wiadomości, że musiałam się skusić podczas którejś promocji w Rossmanie. Oczywiście kredkę zgubiłam gdzieś na samym początku, ale pomadka mi służy do dziś. Umówmy się, nie jest to jakość wysokopółkowej Kylie, ale przy normalnym, codziennym makijażu daje spokojnie radę! 
Cena regularna: 20,29 zł
Cena po obniżce -49%: 10,35 zł

3. L'oreal True Match- najlepszy, najukochańszy podkład z jakim miałam do czynienia! Na mojej niesamowicie suchej cerze utrzymuje się naprawde długo! Nie waży się, nie ściera, nie robi efektu maski! Jedyne do czego się mogę przyczepić to to, że niestety ciężko go znaleźć w naprawdę jaśniejszym odcieniu i nawet najjaśniejszy kolor jest dla mnie za ciemny..
Cena regularna: 46,89 zł
Cena po obniżce -49%: 23,91 zł

4. Lovely Silver Highlighter- Nie wiem co Wy o nim myślicie, ale jak dla mnie, to nawet Becca się kryje! Uwielbiam tę taflę jaką daje i świadomość, że zostanie ona ze mną przez cały dzień. Koniecznie muszę się zaopatrzyć na tej promocji w niego, bo niestety ostatnio mi spadł i się cały rozkruszył! :(
Cena regularna: 7,89 zł
Cena po obniżce: 4,03 zł! 

5. Dax Baza Cashmere- i baza, która jest ze mną od kilku lat, którą zaraziłam mamę i kilka koleżanek! Niestety, jest silikonowa i być może nie sprawdzi się u każdej z Was, ale warto spróbować! Mam wrażenie, że podkład się do niej przykleja i nie ma opcji, żeby Wam zszedł :)
Cena regularna: 33,99 zł
Cena po obniżce:  17,34 zł

I tak pewnie będzie wyglądała moja lista zakupów :)
A Ty co polecasz?:)
Dlaczego nienawidzę zwykłych lakierów do paznokci?

Dlaczego nienawidzę zwykłych lakierów do paznokci?

Cześć!
Czy tylko mi się wydaje, że ten tydzień jest szalenie za krótki! Już kończy się środa i jeszcze tylko dwa dni i znowu wolne! Szkoda tylko, że ja ten weekend spędzę w szkole, ale cóż :). Jeszcze tylko kilka zjazdów!
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć, dlaczego nienawidzę zwykłych lakierów do paznokci i jak to zazwyczaj się u mnie kończy! Jeżeli jesteś ciekawa, czy takie same sytuacje Ciebie dotykają, zapraszam na wpis.


Zacznijmy od tego, że długo, a nawet bardzo długo malowałam paznokcie tylko lakierami hybrydowymi. Lubiłam to robić, ponieważ taki manicure zdecydowanie dłużej się trzyma. Co prawda jego wykonanie też wymaga sporej ilości czasu, jednak wiadomo- 3 tygodnie spokoju. Niestety zauważyłam w ostatnim czasie, że na moich paznokciach zaczęły się robić dziwne, niezidentyfikowane kreski, których nijak nie umiem wytłumaczyć. Postanowiłam więc na jakiś czas zrezygnować z hybryd i wrócić do normalnych lakierów. Będą kiedyś na zakupach w Stokrotce (tak, tam też mają lakiery :O) trafiłam na produkty firmy Ados. Nigdy wcześniej nie używałam tych lakierów, więc wybrałam dwa ulubione kolory i zadowolona wróciłam do domu.



Buteleczki poręczne, okrągłe. Pędzelek tak jak widzicie- płaski dość krótki. Fajnie można nim pomalować paznokcie nawet pod same skórki. Kolory na pierwszy rzut oka intensywne. Zapowiadało się naprawdę super! Nałożyłam produkt na paznokcie. Nie uwierzycie, ale pierwsze warstwa naprawdę już mega super kryła! Zarówno jeżeli chodzi o róż, jak i o czerń. Pomyślałam sobie: O! To będzie strzał w dziesiątkę! Pomalowałam paznokcie na oba kolory (Tak na oba, w jednej ręce zrobiłam 4 różowe paznokcie i jeden czarny, a w drugiej na odwrót- nie pytajcie. M. tylko stwierdził, że jestem szalona :D) i poszłam pisać dla Was post. Przysięgam, że nie wiem czy minęło 10 min. jak zaczęły mi się zdzierać końcówki! Myślę sobie ooookeeeej troszkę to dziwne ale cóż..Wzięłam prysznic, wyłączyłam komputer, poszłam spać. Nie uwierzycie, nie wiem jak się to stało, ale po nocy obudziłam się z dwoma wymalowanymi paznokciami tylko!! Nawet podejrzewałam, że mi M. podgryzał jej w nocy, ale wypiera się w żywe oczy! :D 


Niestety nie wiem co więcej dodać.. jak dla mnie, te lakiery to totalne dno i nikomu nie polecam.
Znacie te produkty?
Czy tylko ja nie rozumiem jego fenomenu? Make up revolution Banana Powder.

Czy tylko ja nie rozumiem jego fenomenu? Make up revolution Banana Powder.

Cześć!
Wielokrotnie i na różne sposoby staram sobie wytłumaczyć fakt, że nie zawsze to, co szturmem wchodzi do blogosfery jest serio takie wyjątkowe i super. Tłumaczę to sobie, wydaje mi się, że już się nauczyłam z tym żyć, po czym znowu podążam ślepo za tłumem i w dużej mierze pozostaje mi tylko rozczarowanie. Podobnie było i tym razem, kiedy po milionie pozytywnych opinii na temat pudru postanowiłam go zakupić. Jak się sprawdził i co mi w nim przeszkadza?
Zapraszam na wpis!


Znalezienie pudru, który by się u mnie sprawdził, to podobne wyzwanie jak znalezienie Narnii albo innego cudu. Przysięgam Wam, że moja cera jest tak oporna, że niestety ciężko mi cokolwiek do niej dobrać. O ile już znajdę jakiś super podkład, który mi pasuje pod każdym względem, o tyle ciężko mi potem wybrać puder do niego. Po tylu pochlebnych opiniach o banana powder przy okazji zamawiania paletki cieni wrzuciłam i jego do koszyka. Liczyłam, że ten żółty kolor idealnie wpasuje się w moją cerę. Niestety... oczywiście się musiałam rozczarować. Ale to nie ostatni jego minus.


Opakowanie plastikowe, jak widzicie, nie znajdziecie na nim zbyt wielu informacji o produkcie. Najbardziej, co położyło mnie po prostu na łopatki jak go dostałam, to ten mega śmieszny aplikator. Jak ja mam z tego cokolwiek wydobyć? I na co? Na tą śmiesznie małą zakrętkę? No bez żartów!  Już na początku się zdenerwowałam, ale pomyślałam, że to głupota i na pewno dam sobie radę inaczej. Oczywiście że dałam. Sypałam go na zakrętkę ze starego pudru :D. Można? Można. 


Liczyłam, że puder naprawdę się sprawdzi i w końcu znajdę swój ideał. Pierwsza aplikacja- bomba! Kolor idealny, zapach cudowny! No pierwsze wrażenie to on na mnie zrobił wyjątkowe. Niestety, czar prysł po kilku godzinach. Puder zaczął mi dosłownie żółknąć w miejscach, w których go nałożyłam! Był to tak mega chamski żółty kolor, że nie sposób było to ukryć! Mało tego, powłaził mi we wszystkie zmarszczki i zrobił efekt MEGA tapety! Co najgorsze, byłam w pracy i nie było możliwości zmycia go z twarzy, zamalowania ani nic. Wtopa jak nie wiem!!! Kolejnym razem próbowałam nałożyć go mniej, ale niestety efekt był taki sam. 


Nie wiem jak Was, ale mnie on nie porwał w żadnym stopniu.
Posyłam go dalej, bo u mnie on miejsca nie znajdzie:)

Znacie ten puder? Lubicie?
Co możecie mi polecić?
Nowości od Coloris!

Nowości od Coloris!

Witajcie kochani!
Jak Wam mija czas? Przepraszam, że jestem tu tak rzadko, ale naprawdę ciężko mi znaleźć czas na cokolwiek! Muszę się pomału przeorganizować i może wtedy wszystko łatwiej i sprawniej mi pójdzie!
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o nowościach, jakie ostatnio do mnie trafiły dzięki uprzejmości firmy Coloris. Jeżeli jesteście ciekawi co dostałam, zapraszam na post!








Jak widzicie znajdują się tu rzeczy głównie do paznokci, ale nie zabrakło również masełka, które pomoże moim ustom po ciężkiej zimie <3. Obiecuję, że sukcesywnie będę Wam przedstawiać te kosmetyki <3.

Znacie te produkty?

Nowy ulubieniec w codziennej pielęgnacji twarzy.

Nowy ulubieniec w codziennej pielęgnacji twarzy.

Witajcie!
Połowa tygodnia już za nami!
Dziś, po kolorówkowym raju we wczorajszym wpisie, przychodzę z notką o nowym produkcie do pielęgnacji twarzy, który porwał mnie totalnie i wiem, że na stałe zagości w mojej pielęgnacji. Jeżeli jesteście ciekawi za co go pokochałam, koniecznie zostańcie ze mną!


Zacznę najpierw od tego, choć już pewnie większość z Was to wie, że moja twarz, nie należy do najłatwiejszych w obsłudze. O ile jeszcze kilka lat temu mogłam sobie pozwolić na demakijaż i jej umycie bez żadnych dodatków, o tyle teraz to by totalnie nie przeszło! Jeżeli tylko na chwilę zapomnę o prawidłowej pielęgnacji, to moja twarz od razu 'odwdzięcza' mi się wszystkim, co najgorsze. Od pryszczy, po wągry, po jakieś ogniska i skupiska wszystkiego, czego nie powinno być na mojej twarzy. Myślałam o kwasach, myślałam o oczyszczaniu, ale zawsze schodzi to na dalszy plan i muszę szukać produktów, które poradzą sobie z moją cerą.


Kiedyś, jako że argan był popularny wszędzie gdzie się dało, namiętnie używałam go do wszystkiego. Tak, dobrze widzicie. Do rąk, do stóp, do ciała, do twarzy, do włosów (...). Niestety dość późno dojrzałam do tego, że on mi w ogóle nie pasuje i niestety robi więcej krzywdy niż pożytku.. Potem testowałam jeszcze inne rodzaje, aż w końcu trafiłam na ideał, a mianowicie olej ze słodkich migdałów. Szczerze? Przy wyborze kierowałam się nazwą :D. Stwierdziłam, że jak jest ze słodkich migdałów, to na pewno da radę! Produkt znajduje się w szklanej buteleczce. Na opakowaniu znajduje się etykieta, która informuje nas o składzie, pojemności, nazwie produktu i kilku informacjach od producenta. Szata graficzna typowa dla produktów tej marki. Oczywiście po odkręceniu zobaczycie pipetę, która dozuje odpowiednią ilość produktu.


Produkt nie pachnie, albo ten zapach jest tak słabo wyczuwalny, że go nie czuję :). Konsystencja typowa dla oleju. Postanowiłam zaaplikować go na noc za pierwszym razem. Stwierdziłam, że lepiej obudzić się pryszczatym rano i jakoś o zakryć, niż żeby w ciągu dnia miało wyskoczyć coś niespodziewanego. Pierwsze wrażenie było super! Produkt wchłonął się szybko, zostawił delikatny film, ale nie jakiś lepki, czy klejący. Po prostu, delikatna powłoczka, która nie brudziła pościeli, piżamy i niczego w koło :). Rano obudziłam się z nawilżoną, jakby zdrowszą (?) cerą i bez żadnego pryszcza! Używałam go ok. miesiąc na noc, po czym zaczęłam go również aplikować rano co drugi dzień na twarz przed makijażem. Nie zauważyłam, żeby jego obecność wpływała na jakość makijażu. Wszystko jest w jak najlepszym porządku! Produkt super nawilża, nie uczula, nie podrażnia i mam wrażenie, że moje problemy skórne wyraźnie zostały zminimalizowane. Przypominam, że mam cerę suchą (mega), która lubi robić niespodzianki:)
Produkt znajdziecie w TESCO, za około 15 zł.


Jakich olejów używacie do twarzy? Znacie ten?
Makijaż paletą MUR Rose Gold.

Makijaż paletą MUR Rose Gold.

Dzień dobry kochani!
Udało mi się w weekend wygospodarować troszkę czasu i w końcu włożyć pędzle w moją nową paletę do makijażu. Jak wiecie mam ich kilka, ale na pierwszy ogień poszła ta z MUR Rose Gold. Napiszę Wam kilka słów co o niej myślę, chociaż tak jak wspomniałam- jest to mój pierwszy makijaż nią i nie chcę wydawać pochopnych sądów.
Zacznę najpierw od tego, że paleta niesamowicie pachnie!  Serio, jest to moja 5 czekoladka, ale żadna do tej pory nie miała tak intensywnego zapachu! Pokazywałam ją Wam w całej okazałości kilka postów wcześniej. W opakowaniu znajduje się kilka matowych i błyszczących cieni. W tym makijażu chciałam postawić na błysk i mat w jednym. Paleta jest bardzooo inspirująca i można nią naprawdę działać cuda! Jednak po pierwszym użyciu nie uważam, że jest ona jakoś znacząco różniąca się od poprzedniczek. Podobno te nowe czekoladki są ulepszone, ale ja nie widzę zbytnio różnicy. Podobnie jak w starszej wersji- są cienie mocno napigmentowane i słabo napigmentowane. Te, których używałam nie blendowały się źle, ale mimo wszystko trzeba uważać. Całość prezentuje się tak jak na zdjęciach poniżej:)








Jak Wam się podobają takie makijaże? Macie te palety?
Copyright © 2016 zakochana w kolorkach , Blogger